Wenus z Bolinka
ul. Janosika 13
Zaczniemy od gołej babeczki z Niebuszewa – zapowiada Olga Śliwowska, gdy spotykamy się na długo odkładanym spacerze.
Wspinamy się na leniwie unoszący się grzbiet skarpy, z której rozciąga się widok na Nieckę Niebuszewską. Właśnie przekroczyłyśmy granicę osiedli – przecinając zakręt ul. Skargi, znalazłyśmy się w Śródmieściu-Północ. Historycznie jednak, do momentu wyznaczenia powojennych granic administracyjnych, była to część Bolinka. To tu, na początku ul. Janosika, wyniesiona ponad poziom chodnika, czuwa bezgłowa niebuszewska Wenus.
Od wielu osób słyszałam: ‘to moja mama wyszarpała ją gdzieś z działek – śmieje się Olga. W rzeczywistości w latach 60. spod gruzów wydobyła ją grupa młodych mężczyzn, wśród nich Janusz Dominiak-Górski. Jego bratanek, Szymon Dominiak-Górski, opowiada mi, że nie był to żaden wyczyn. Ot, wesoła kompania wędrowała tamtędy często do Klubu Kontrasty i któregoś razu ustawiła na wzniesieniu odnaleziony na podwórzu domu przy Janosika 13 posąg.
W oficjalnej informacji na stronie UM Szczecin czytamy, że to marmurowa kopia greckiej rzeźby, wykonana prawdopodobnie w Neapolu na zlecenie Heinricha Dohrna. Tak, tego samego Heinricha Dohrna, który ufundował całą kolekcję kopii dzieł antycznych, przekazaną na początku XX wieku do Muzeum Miejskiego w Szczecinie. Marek Łuczak, historyk i policjant zajmujący się odnajdywaniem zaginionych i skradzionych zabytków, wątpi jednak w tę teorię. Były one odlewami z brązu, utrzymanymi w tej samej stylistyce. - mówi mi - Tu mamy kamień lub beton. Dodaje, że może to praca z przedwojennej Szkoły Rzemiosł Artystycznych (Kunstgewerbeschule Stettin), znajdującej się przy pl. Kilińskiego 3 - czyli w pobliżu. Dariusz Kacprzak, historyk sztuki, muzealnik i muzeolog, chyba największy znawca kolekcji Dohrnów, przez lata związany z Muzeum Narodowe w Szczecinie, także jest sceptyczny. Szkoły Rzemiosł również nie podejrzewa o wypuszczenie Wenus na świat: Byłoby to dalekie od tego, co w niej powstawało. Podpowiada inny trop - możliwe, że rzeźba trafiła do kolekcji już u schyłku hegemonii Dohrna jako darczyńcy Muzeum Miejskiego. Być może dołączyła do zbioru nie jako obiekt zakupiony przez jego twórcę nie mającego już majątku, a przez to kontroli nad kształtem kolekcji, ale przez kogoś zupełnie innego. Czy tak było? BYĆ MOŻE.
„Tors kobiety” – pod taką nazwą figuruje Afrodyta z Bolinka – znajduje się w oficjalnym spisie szczecińskich pomników i tablic. Oprócz głowy brakuje jej rąk i nóg, straciła też kilka mniejszych fragmentów ciała, a jednak pokiereszowana bogini miłości stoi dumnie. Dla mnie jest symbolem – mówi mi Olga – i była jednym z powodów, dla których stwierdziłam, że może mieszkanie na Bolinku będzie bardzo dobrym pomysłem.
Palimpsest na Krasińskiego
ul. Krasińskiego 90
Jakiś czas temu Paulina Romanowicz, piewczyni szczecińskiej Północy (zachęcam do polubienia na stołczynie na Instagramie), informowała o niezwykłym świadectwie historii - podwójnym napisie na budynku przy Nad Odrą 115. Polski napis: SKLEP SPOŻYWCZY I DELIKATESY zastąpił ledwo widoczny niemiecki: Feinbäckerei Wilhelm Blankenburg.
Jak się okazuje, Bolinko też ma swój palimpsest na elewacji. Kamienica przy Krasińskiego 90 przed wojną znajdowała się przy Warsower Straße, ale - szczęśliwie - pod tym samym numerem. Nie jest tak zawsze, a odgrywa tu kluczową rolę, o czym za chwilę. Na froncie od strony ulicy znajduje się piękny napis PRACOWNIA OBUWIA, który zakrywa inny, przedwojenny. Nie jest on taki łatwy do rozszyfrowania jak ten na Stołczynie, ale tu pomaga to, że numer budynku pozostał bez zmian. Można zajrzeć do niemieckich Adressbuchów i według mojego małego śledztwa, pod polskim napisem widnieje: ARTHUR WEDEL.
Pan Arthur mieszkał przy Pölitzer Straße, czyli obecnej Alei Wyzwolenia, a tutaj prowadził - jakżeby inaczej - piekarnię. I kiedy się już zna to nazwisko, litery zaczynają się zgadzać. Mam nadzieję, że dobrze to rozszyfrowałam i udało mi się wydobyć mały element historii tego miejsca “spod tynku”, jak swój wielki projekt ewidencji napisów nazwała szczecińska przewodniczka Polina Wierzchowiec. Polecam jej książkę w temacie.
A Ty? Mieszkasz w starym budynku? Wiesz, kto mieszkał kiedyś w Twojej kamienicy?
fot. Paweł Kula
Bar Mleczny Zacisze
ul. Adama Asnyka 19
Gdy przyjechałam do Szczecina, zamieszkałam niemalże po drugiej stronie ulicy. Pamiętam, że ich łazanki darzyłam wręcz fanatycznym gastro oddaniem. Bar mleczny Zacisze pojawia się w opowieściach wszystkich osób, z którymi wędruję po Bolinku, choć nie wszyscy w nim jadali. Widać tęsknić można także za tym, co nie do końca było nasze, ale przecież być mogło, a teraz już nie może. Zaglądamy z Pawłem Kulą przez witryny. Ostatnie mielone czy barszcz zjedzono tutaj w czasach okołocovidowych. Plakietki na zakurzonych stołach kłamią, że dopiero co zostały zdezynfekowane. Ceny jak widma z przeszłości: jajecznica na słoninie - 5 złotych, marchewka z groszkiem - 4 złote, pierogi leniwe - dyszka.
Bar Zacisze jest na sprzedaż, ktoś w zeszłym roku wygrał licytację komorniczą i ten spory lokal czeka na nowego właściciela. Może powstanie tu coś zupełnie innego, ale zachowa się ta wspaniała nazwa: ZACISZE? I te tablice z jadłospisem i cenami z tamtego świata?
Jadłeś/jadłaś w Zaciszu?
Dworzec PKP Szczecin Niebuszewo
ul. Elizy Orzeszkowej 28a
Kiedyś się denerwowałam na te wycieczki, teraz nie, rozumiem, dlaczego tu przychodzą. Musi to być prawda, bo już zamyka drzwi, ale widząc nas, pozwala jeszcze wejść do środka. Dworzec Niebuszewo wybudowano w 1927 roku. Już niedługo będzie obchodził setne urodziny, które rozpoczną kilkuletnie świętowanie setnych urodzin całego modernistycznego kompleksu mieszkaniowego położonego w pobliżu. Pojawia się ono wielokrotnie w powierzanych mi opowieściach jako najlepsze osiedle do życia. Zasłużyło więc na osobny wpis - wkrótce.
Tymczasem stoimy w dawnej poczekalni. Żaden pasażer nie odjechał z niego od 2002 roku, może właśnie dlatego mówi mi o nim każdy, z kim rozmawiam o Niebuszewie. Czy zegar na dachu budynku stanął w tym samym - nomen omen - czasie? Nie wie tego Paweł, nie wie tego pani ze sklepu, bo dziś hol dworca to duży magazyn wypełniony antykami. Ostały się tablice informacyjne wraz z okienkiem kasy, zastawionym bibelotami na sprzedaż. Można wejść i zobaczyć. Już się tu nikt na to nie denerwuje.
Chodź, pokażę ci kształty
i warstwy osiedla Niebuszewo-Bolinko z Agatą
Z Agatą znamy się od lat. Wyjeżdżamy na dziewczyńsko-pieskowe wakacyjne kolonie, chodzimy na spacery i kolacje, wspólnie oglądamy w kinie filmy, choć zawsze dzielą nas 3 rzędy (muszę bliżej, inaczej nie widzę). A jednak spacer po osiedlu, które sobie przysposobiła, odkrywa przede mną nowe warstwy - zarówno tej części miasta, jak i mojej przyjaciółki.
Agata opowiada o uratowanym spod pił spółdzielni głogu, który rósł pod jej oknem i kwitł na różowo, aż padł ofiarą nieuważnego kierowcy śmieciarki. Czy można tęsknić za drzewem? Można, tęskni, ale zwierza mi się też, że już wyzbyła się sentymentów i czasem po prostu akceptuje zmiany w przestrzeni; miasto żyje i się zmienia, a czasem trochę umiera.
Dostrzegam napis na garażu - wyznanie miłości jej byłego chłopaka, znam tę historię, ale napis widzę po raz pierwszy. Jesteśmy na osiedlu powstałym na początku XX wieku. W tym roku mija 100 lat od początku budowy, która trwała dekadę. Nic dziwnego - złożone z 10 kwartałów osiedle zajmuje ok. 10 hektarów. "To miasto w mieście, kiedy pierwszy raz tu trafiłam, czułam się jak w innym świecie". To osiedle to rzeczywiście mały, modernistyczny cud, zaprojektowany przez Adolfa Thesmachera i Gustava Gaussa. Jest tu oddech, przestrzeń, nawet małe boisko do piłki nożnej. Mijamy stałych bywalców ławek - dziś pierwszy od miesięcy bardziej słoneczny dzień.
Agata pokazuje mi rozłożysty platan, który jakoś ocalał pośród zgiełku zmian, i napis na murze, który lepiej widać, patrząc pod kątem. Opowiada o sklepie RTV, w którym od 2 lat wisi kartka o chorobie - co ciekawe, zmieniana co kilka tygodni na taką z aktualną datą. Zabiera mnie na osiedle domów jednorodzinnych, gdzie przypominamy sobie szczecińskie poetki (niełatwe). Zaciągamy się powietrzem, które pachnie trawą, wilgocią, ziemią. Prowadzi mnie skrótem - wie, że je kolekcjonuję. Sama odkrywa te relikty miejskich przestrzeni na spacerach z psem. Wcieramy w dłonie cytrusowo-warzywny zapach mijanych krzewów, klepiemy z uznaniem drzewa, które przetrwały niemal na środku ścieżki, wyzywająco zmuszając do ich omijania.
Niebuszewo-Bolinko z Agatą jest zaskakująco wypełnione zielenią, która wkrótce wyleje się na beton. Zaraz zacznie się wiosna. W tle nieustanne odgłosy powracających w kluczach ptaków.